czwartek, 28 sierpień 2008

Skocz do:






Główna zawartość:

W mediach

Wywiad dla dwutygodnika "Praca i życie za granicą", nr 10/2006 (32), str 5. Rozmawiała Agnieszka Dul.
PiŻ: Dlaczego zdecydowałeś się na pracę za granicą?
Głównie z powodu wyższych zarobków. W Polsce młodym ludziom ciężko jest coś osiągnąć. Dzięki dwutygodnikowi "Praca i życie za Granicą" i koledze, który już wcześniej znał tę firmę i pracował w Anglii, udało mi się dostać pracę. Wcześniej raczej nic nie szukałem i szczerze mówiąc, nawet nie byłem przygotowany na ten wyjazd.

PiŻ: Jak wyglądała rekrutacja?
Zacznę od tego, że starałem się o pracę na stanowisku kierowcy furgonetki. Proces rekrutacyjny składał się z serii testów trwających dwa dni. Musieliśmy np. podać, co zrobimy, gdy zepsuje się GPS, lub opisać trasę koledze, który się zgubił (oczywiście po angielsku).

PiŻ: Co było dalej?
Po testach trzeba było przejść rozmowę kwalifikacyjną z przedstawicielem angielskiego pracodawcy. Pytał m.in. o zachowanie w stresujących sytuacjach i dlaczego chcę pracować za granicą.

PiŻ: I jak wypadła rozmowa?
Niestety okazało się, że moje umiejętności językowe są za słabe, a kierowca ma na co dzień kontakt z klientami. Zaproponowano mi pracę na stanowisku magazyniera.

PiŻ: Przedstawiono Ci korzystne warunki?
Pracuję na nocnej zmianie, od godziny 19.45 do 5.45. Ok 23 i 2 nad ranem mamy półgodzinną przerwę. Wynagrodzenie to 7 funtów (39 zł) na godzinę, a po godzinie 22 wzrasta do 8,33 funta (47 zł). Do tego dochodzą różne dodatki za pracę w sobotę i niedzielę czy wyrobioną większą normę. Podpisałem kontrakt bezterminowy, z trzymiesięcznym okresem próbnym. Przelot musiałem opłacić sam.

PiŻ: A co z mieszkaniem?
Firma proponowała pomoc w znalezieniu zakwaterowania, ale razem z kolegami szukaliśmy we własnym zakresie. Pierwszego dnia przez sześć godzin chodziliśmy z bagażami po mieście, żeby znaleźć coś dobrego, i udało się. Mamy bardzo ładne pięciopokojowe mieszkanie, za które płacimy po 240 funtów (1,3 tys. zł) miesięcznie. Do tego mamy bardzo blisko do pracy - z okien widzę swój magazyn.

PiŻ: Czym dokładnie zajmujesz się w pracy?
Moja praca polega na tym, że dostajemy od klientów zamówienie na konkretne towary, które odnajdujemy szukając kodów kreskowych na towarach (na ręce mamy skaner z czytnikiem), a następnie pakujemy. Na początku w ogóle bałem się pracy w nocy, ale bardzo szybko się przyzwyczaiłem, jest coraz lepiej. Teraz tylko muszę jeść więcej przed pracą, żeby za szybko nie stracić sił. Z kolegami staramy się też gotować, ale nie zawsze nam się chce.

PiŻ: Znasz angielski?
Właściwie to nie mam z tym żadnych trudności, ponieważ pracuje tu ok. 700 Polaków, więc jest znacznie łatwiej, jeżeli chodzi o język. Zapisałem się też na kurs angielskiego zorganizowany przez mój zakład pracy. Po zdaniu egzaminu mamy otrzymać certyfikat, który na pewno przyda się w przyszłości.

PiŻ: Nie brakuje Ci rodziny, przyjaciół?
Pewnie, że tak. Ale co tydzień dzwonię do Polski, rozmawiamy też przez Skype'a (telefonia internetowa). Czas płynie tu bardzo wolno, nie ma za bardzo miejsc rozrywkowych. Trochę jak na wsi. W wolnym czasie najczęściej siedzimy z kolegami w domu surfując po Internecie, lub spacerujemy po okolicy.

PiŻ: A jakie masz plany na przyszłość?
Teraz chcę przede wszystkim trochę zarobić. Chociaż praca jest męcząca to jestem z niej zadowolony. Chciałbym jednak w przyszłości przeprowadzić się do Londynu i znaleźć coś lepszeg, najlepiej w branży informatycznej. Mam duże doświadczenie w projektowaniu stron internetowych, muszę tylko podszlifować język.